CZARNOKSIĘŻNIK ZE STAREJ ROSSY

Jak obiecaliśmy, dziś opowiemy historię niezwykłą z połowy XIX w. Jej bohaterem jest Adam Brochocki (1795-1858), właściciel majątku Horodziej, położonego niegdyś przy trakcie łączącym Nowogródek z Nieświeżem (obecnie Białoruś). To opowieść o człowieku, który stworzył jeden z najpiękniejszych majątków w okolicy, a jednocześnie pozostawił po sobie legendy budzące zdumienie do dziś.

Zanim jednak poznamy samego Adama Brochockiego, warto cofnąć się o kilka stuleci. Horodziej przez długi czas należał do rozległych dóbr Radziwiłłów. Dopiero w pierwszej połowie XIX w. przeszedł w ręce rodziny Brochockich herbu Prawdzic. Rodzina ta zapisała się w historii udziałem w wojnach napoleońskich oraz obu polskich powstaniach narodowych. Walenty Brochocki (1782-1856) walczył w powstaniu listopadowym i udał się na emigrację, Władysław (1810-1890) po powstaniu styczniowym został zesłany do Permu, a Antoni, marszałek oszmiański, również podzielił los zesłańca.

Dwór w Horodzieju. Rys. Napoleona Orda, 1860 r.

Największy rozkwit Horodzieja przypadł jednak na czasy Adama Brochockiego. Były wojskowy, pułkownik, wyznania kalwińskiego, posiadał niezwykły talent organizacyjny. Potrafił planować, budować i wymagać. To właśnie za jego sprawą wśród pól i łąk powstał okazały pałac otoczony parkiem, a obok niego sztuczne jezioro, które mieszkańcy nazwali Nowym. Usypano groble, zbudowano mostek z zastawkami, zmieniono bieg wody i krajobraz okolicy. Dziś po dawnym świecie Brochockiego pozostały jedynie fragmenty, ale wciąż przypominają one o rozmachu jego przedsięwzięć.

Majątek funkcjonował niczym doskonale naoliwiony mechanizm. W browarze warzono piwo, a w sąsiednich zabudowaniach tuczone były woły przeznaczone na sprzedaż. Nawet odpady z produkcji piwa znajdowały praktyczne zastosowanie jako pasza dla zwierząt. Później jednak przyszła moda na sery holenderskie. Gdy córki Brochockiego rozpoczęły ich wyrób, browar zamknięto, a jego budynki przerobiono na mieszkania dla pracowników.

Wśród okolicznych mieszkańców krążyła osobliwa opowieść, że służba zatrudniana w Horodzieju powinna być bezżenna i bezdzietna. Dzieci nie cieszyły się podobno sympatią gospodarza. Były zbyt głośne, zbyt ciekawe świata i zbyt nieprzewidywalne. Potrafiły wejść wszędzie, dotknąć wszystkiego i zamienić spokojny dwór w miejsce pełne hałasu. Czy rzeczywiście obowiązywała taka zasada? Trudno dziś powiedzieć. Jedni twierdzili, że był to fakt, inni, że tylko legenda. Ale legenda ta przetrwała długie lata.

Adam Brochocki wymagał bezwzględnego posłuszeństwa. Dawne wojskowe przyzwyczajenia przeniósł do życia codziennego. Wszystko musiało działać według ustalonego porządku. Nakazywał sadzić drzewa i zakładać sady w należących do niego wsiach. Dla jednych był wizjonerem, dla innych człowiekiem narzucającym swoją wolę wszystkim wokół.

Dwór w Horodzieju. Fot. Teofil Boreth, ok. 1894 r. 

Kiedy do Horodzieja przybył Władysław Syrokomla, słynny lirnik wioskowy, zachwycał się pięknem majątku oraz okolicy. Pałac, park i gospodarstwo robiły ogromne wrażenie. Niewielu jednak zastanawiało się wtedy, jak wyglądało życie najbliższych samego właściciela.

Szczególnie dramatycznie potoczyły się losy jego córki Marii. Zakochała się w młodym ogrodniku pochodzącym z ziem znajdujących się wówczas pod panowaniem niemieckim. Nie był to zwyczajny pracownik. Jako jedyny nie obawiał się gniewu Brochockiego. Gdy właściciel podnosił głos i uderzał pięścią w stół, ogrodnik odpowiadał dokładnie tak samo.

Gdy ojciec dowiedział się o uczuciu córki, natychmiast usunął ogrodnika z majątku. Marię zamknął w małym pokoju, do którego prowadziło jedyne wejście przez jego własny gabinet. Zakazał jej opuszczać pomieszczenie, a służbie polecił pilnować córki z najwyższą czujnością.

Miłość okazała się jednak silniejsza od zakazów. Dzięki pomocy wiernej służby zakochani utrzymywali kontakt listowny. Pewnej nocy Maria uciekła. Według jednej wersji wydarzeń związała prześcieradła i spuściła się przez okno. Według drugiej służba po prostu otworzyła jej drzwi, a historia z prześcieradłami została wymyślona dla zmylenia ojca. Tak czy inaczej, Maria dotarła do ukochanego i poślubiła go wbrew woli rodzica.

Rozgniewany Adam Brochocki wydziedziczył córkę i przeklął jej małżeństwo. Cały majątek zapisał drugiej córce, Emilii. Los bywa jednak przewrotny. Emilia nigdy nie wyszła za mąż, a po jej śmierci Horodziej ostatecznie przeszedł w ręce Marii.

Pałac w Horodzieju, widok z parku. I połowa XX w. 

W ostatnich latach życia wokół Brochockiego zaczęły narastać kolejne legendy. Miewał bezsenne noce i długo przesiadywał przy świetle lampy. Dla mieszkańców wsi było to niezrozumiałe. Ludzie przyzwyczajeni do życia zgodnego z rytmem dnia i nocy nie potrafili pojąć, dlaczego pan jeszcze nie śpi. Lokaje żartobliwie opowiadali, że czyta „czarne księgi”. Z czasem żart zamienił się w plotkę, a plotka w przekonanie. Tak narodziła się legenda o czarnoksiężniku.

Opowieści o jego surowości tylko ją wzmacniały. Mówiono, że gdy na starość nie mógł już chodzić, lokaje nosili go w lektyce. Pewnego razu na twarzy jednego z niosących usiadł giez. Owad wbił się w skórę, a po policzku zaczęła spływać krew. Sługa miał jednak nie odważyć się przerwać marszu ani poruszyć ręką. Tak wielki strach budził ponoć jego pan.

Kiedy Adam Brochocki zmarł, pojawiła się ostatnia legenda. Trumnę przewożono z pałacu do kaplicy położonej niespełna kilometr dalej. Według opowiadających była tak ciężka, że konie ciągnące katafalk okryły się pianą. Dla prostych ludzi był to nieomylny znak: odchodził człowiek niezwykły, może nawet obdarzony tajemną mocą.

Dziś wiemy, że był przede wszystkim człowiekiem swojej epoki. Ambitnym gospodarzem, budowniczym, właścicielem ziemskim o trudnym charakterze, którego życie szybko obrosło legendami. Spoczął na Starej Rossie w Wilnie, niedaleko kaplicy centralnej. Tam kończy się jego ziemska historia, ale zaczyna pamięć o człowieku, którego jedni wspominają jako twórcę świetności Horodzieja, a inni jako surowego pana z kresowej opowieści. Warto zatrzymać się przy jego grobie i samemu zastanowić, gdzie kończą się fakty, a zaczyna legenda.

Nagrobek Adama Brochockiego (1795-1858) i jego córki Emilii (1832-1892) na Cmentarzu na Starej Rossie, stan z 2026 r.

 Dwór w Horodzieju obecnie służy jako szkoła (na zdjęciu dobrze widać dobudowane skrzydło budynku)